Dla autora było swego
Stabilizator stawu skokowego |pozycjonowanie strony gdańsk |bielizna termoaktywna

„Dla autora było swego rodzaju przeżyciem, niemal szokiem, kiedy przypadkiem po raz pierwszy tam zabrnął. Było to upalnego lipcowego popołudnia, kiedy pachniała asfaltem topniejącym pod nogami. Wokoło była samą proza, czy też i— jeżeli kto woli — rzeczywistość. Autor jechał dorożką konną przez most Kierbedzia. U wjazdu na most stały dwie baby w podkasąnych spódnicach, spocone i bynajmniej nie malownicze — i z mętnych sczerniałych szklaneczek częstowały rzadkich przechodniów kwasem chlebowym. Pod stropami mostu, żelaznym chodnikiem.
szedł policjant w białej letniej czapce i chustką ocierał sobie kark. Dzwoniąc i brzęcząc, dorożkę minął tramwaj, w którego oknach mignęły blade i jakby podpuchnięte z niewyspania twarze to urzędnicy wracali już z biur do domów. Na dole widać było opalizującą płytką wodę 1 smętne wysepki mielizn. Od czasu do czasu dolatywały aż na most wrzaski kąpiących się Frań i Zosiek. Zawisłe jeszcze wysoko słońce przysłaniały kłęby kurzu. Parne powietrze tłoczyło się — na moście nie było żadnego ciągu, i jechało się przezeń niczym długim, dusznym korytarzem.
Autor wybierał się do ogrodu zoologicznego, sąsiadującego — jak wiadomo starym warszawiakom — z lunaparkiem. W lunaparku o tej porze było pusto. Więc po lewej stronie widniały tonące w bladej, przyprószonej pyłem zieleni dachy bałaganów oraz samotnie wznoszące się rusztowania nie czynnej jeszcze kolejki powietrznej. Autor sam nie pamięta dobrze, dlaczego nie kazał dorożkarzowi, by nawrócił konia i podjechał pod samą bramę wesołego miasteczka. Może uważał, że prościej będzie na własnych nogach przejść na drugą stronę ulicy. Czy też może chciał raz jeszcze przyjrzeć się Wiśle. Dość, że zatrzymał dryndę i wysiadł tuż u wylotu mostu. Bura szkapą o wystających żebrach machnęła ogonem opędzając się od much i kulejącym truchtem ruszyła dalej po topniejącym asfalcie. Stojąc na chodniku, autor obrócił się w stronę rzeki — gdzie na dole zobaczył dwie zielone łódki płynące nieporadnym zygzakiem i wypełnione być może podpitymi sportowcami. Cieniutki babski wrzask znowu doszedł jego uszu. Ale odwracając się w ten sposób twarzą do rzeki, autor wzrokiem zahaczył o coś, co jakby kłóciło się z tą prozaiczną rzeczywistością. Wyczuł to niemal od razu i bardzo się zdziwił. Nie wiedzieć czemu przypomniało mu się Zwycięstwo Conrada.“(5)



Noclegi Górno |śmieszne filmiki |Gry